Pogrubiający tusz do rzęs – Maybelline The Colossal volum’ express. [Recenzja]

Chociaż w internecie znajdziecie worek recenzji tuszów Maybelline to i tak postanowiłam napisać swoją wersję. W końcu byliśmy ze sobą prawie pół roku, jestem mu to winna.

Jak się zaczęła nasza przygoda? Pamiętam to jak dziś, gdy wbiegłam na szybciora do drogerii Hebe w Bonarce w poszukiwaniu tuszu do rzęs przed zbliżającym się wyjściem. Jak zwykle przypomniałam sobie o tym w ostatniej chwili.

I tak stoję przed szafami i zaczęła mnie boleć głowa od ilości i rodzajów szczoteczek do rzęs itd. Chwyciłam pierwszą lepszą w żółtym opakowaniu, która przykuła mój wzrok.

 

szczota(1)

Jeśli chodzi o moje rzęsy, to jestem z nich zadowolona i nie potrzebuje ich wydłużać ani podkręcać. Potrzebuje je po prostu wymalować, a one potem same się podkręcają i wydłużają. Kiedyś moja przyjaciółka mówiła, że moje rzęsy przypominają krowie ;) To miał być komplement!

Jeśli chodzi o tusz, to jest niestety bardzo przeciętny. Muszę nałożyć dwie czasem trzy warstwy, żeby go było widać i zostawia nieładne grudki na rzęsach. Jakoś wcześniej mi to nie przeszkadzało. Różnicę zauważyłam dopiero, wtedy gdy zamieniłam go na nowy.

Lubię, kiedy rzęsy są ładnie przyciemnione na końcach i rozczesane. Tutaj niestety tak nie było, bo trochę je skleił, trochę zostawił grudek i tak wydawało się, że jest ich więcej, ale nic poza tym.

Jeśli chodzi o pogrubienie to tak, sprawia wrażenie pogrubionych rzęs. Co jest jeszcze jego plusem? To, że szybko wysycha i bardzo często można go upolować na różnego rodzaju promocjach.

Pod koniec dnia niestety widać, że kończy się jego wytrzymałość i pięknie opada pod oko tworząc efekt pandy. Przy zmywaniu rozmazuje się na wszystkie strony.

Kosztuje około 23 zł i można go spokojnie nazwać średniaczkiem na czarną godzinę. Jeśli nie macie wyboru a w portfelu brakuje nieco na tusz od Chanel (taki joke, ale właściwie czemu nie?) to można go zabrać ze sobą i spróbować co potrafi tak bardzo osławiony w necie tusz do rzęs Colossal volumexpress.

Moja ocena to 2 na 5 punktów.

 

  • Też go nie polubiłam, dziwię się że to hit wielu osób. Moimi ulubionymi tuszami są te L’Oreala:)

    • Jeszcze nie miałam żadnego ale są na mojej liście 🙂

  • Tusze Maybelline, jak dla mnie jedynie w czerwonej wersji 😉

  • patrycja | skleping mode: ON

    To jest chyba najbardziej znienawidzony przeze mnie tusz. Zasychał i tworzył z rzęs druty. Obicążał tym oko i wywoływał ból przy ponad 8 godzinach noszenia makijażu, a weź tu później jeszcze go zmyj. Sklejał, grudkował i się osypywał jak piszesz albo i bardziej. Poszedł w kosz.

    • U mnie już się kończy więc rozstaniemy się w neutralnej atmosferze 😉 Sprawiał ból? Jak? 🙂

      • patrycja | skleping mode: ON

        Nigdy Cię oczy nie bolały, kiedy tusz robił z rzęs druty? Takie sztywne, ciężkie druty. Po kilku godzinach mrugania czymś takim, nie marzę o niczym innym niż o demakijażu..

        • Szczerze to nie zauważyłam a nie jestem jakoś strasznie odporna na ból ;p

  • Pingback: Avon Luxe – Tusz do rzęs. [Recenzja] | Madziof .pl()