10 ulubionych wspomnień z dzieciństwa.

Odpowiedź na to pytanie: Jakie jest Twoje ulubione wspomnienie z dzieciństwa, zobaczyłam na jakimś blogu w odpowiedziach na tag lub 50 faktów o mnie. Pomyślałam, że odpowiedź na to pytanie to temat rzeka i nie mam jednego ulubionego wspomnienia, a najpewniej uzbierałabym co najmniej 10. I tak dzisiaj przychodzę do Was z postem ze wspominkami z dzieciństwa o tym, co było fajne, beztroskie i takie moje. Nie będę pisała o wspomnieniach związanych ze szkołą czy takich, które na pewno mają wszyscy, no, a przynajmniej większość. Wiedzcie też, że przy pisaniu tego postu mam banana na ustach i od razu poprawia mi się humor, dlatego polecam stworzenie takiej listy wszystkim moim Drogim Czytelniczkom, które posiadają blogi. A co tam, jeśli nie posiadasz, to napisz sobie na kartce, żeby pamiętać, o czym opowiadać swoim dzieciom ;)

 

1.Gotowanie zupy z trawy

Zupa z trawy to była moja specjalność. Najfajniej, jeśli pachniała i była przystrojona kolorowymi kwiatkami. Najwięcej frajdy sprawiało cięcie tej trawy i innego zielska nożem. Tak! Nożem. Mając może z 6-7 lat, posługiwałam się nożem i nic mi się nie stało, a frajda była przeogromna. Najfajniejsze w tej zabawie było to, że pod koniec zabawy nie musiałam wylewać tej zupy gdzieś na podwórko, ale zanosiłam ją i karmiłam nią świnie w chlewie u babci. Taką miałam klientelę to i wymagania nie były zbyt wielkie co zrobić.

 

2.Całe dnie spędzone na polu z sąsiadami

Nie wiem jak u Was, ale u mnie we wczesnym dzieciństwie moimi najlepszymi przyjaciółmi były osoby mieszkające niedaleko mnie. Nie było zbyt wielkiego wyboru, a jak się dziecko nudzi, to nie marudzi na towarzystwo, zupełnie odwrotnie niż w świecie dorosłych. Nie ważna była zabawa, chociaż ta była wymyślana w ciągu kilku sekund i zawsze było co robić, najważniejsze było to, żeby być razem i nie kisić się w domu.

 

3.Spacery z lalką w wózku

Pamiętam to, jak przez mgłę, ale będąc małą dziewczynką, kiedy jeszcze nie chodziłam do szkoły, to posiadałam swoje lalki, które oczywiście odgrywały rolę moich córek. Każda z nich nosiła swoje wymyślone przeze mnie imię. Nie wymienię ich wszystkich, ale na pewno była: Iwonka, Andrea (tak pisało na opakowaniu), Irenka, Iza (jak widzicie, miałam upodobania do imion zaczynających się na literę I). Wsadzałam taką lalę do mojego niebieskiego wózeczka i dumna kroczyłam za mamą na spacer. W tamtym czasach niewiele dziewczynek posiadało takie piękne wózki, jaki miałam ja (no dobra może posiadały, ale mój i tak był najpiękniejszy). Kiedy widzę gdzieś na ulicy takiego małego szkraba, ze swoim wózeczkiem to uśmiecham się pod nosem.

 

4. Wyjazdy na ferie na narty

Gdzieś już o tym wspominałam, chyba w poprzednim poście o wspominkach gdzie w głównej roli wystąpiło moje pudełko ze wspomnieniami. Całe dnie spędzone na nartach, właściwie to do domu wracaliśmy, żeby coś zjeść. Jazda na pięknie oświetlonym stoku, te wspomnienia nie zginą i mam nadzieję, że jeszcze zdarzy się taki wyjazd na ferie, tym razem z moim synem :)

 

5.Gry w Państwa-Miasta i Chińczyka na Delicje

Teraz takie gry wychodzą na światło (świec) tylko wtedy kiedy zabraknie prądu lub internetu. Kiedyś nie miałam internetu w domu i jakoś trzeba było spędzić wieczór. Wiecie, jak się je wtedy spędzało? Z rodziną. Grając w różne gry planszowe i zgadywanki. Naszym ulubieńcem był Chińczyk i Państwa-Miasta, obie jakże brutalne gry, jeśli dodać do tego, że można było coś wygrać. Jak to wyglądało. Przed rozgrywką dzieliliśmy się delicjami z opakowania i każdy stawiał swój zakład, czyli po jednej delicji na stół a zwycięzca zgarniał wszystkie, czyli 4. Taka sama zasada dotyczyła gry Państwa-Miasta. Emocje są o wiele większe, gdy wiesz, że coś wygrasz.

 

6. Pierwsze samodzielne wyprawy rowerowe nad wodę

Wiecie, że dawniej dzieci nie musiały jeździć na rowerach w kaskach na głowie? Przynajmniej ja nie pamiętam, żebym kiedykolwiek miała taki na głowie, będąc dzieciakiem. Wyprawy rowerowe były tutaj hardkorem, bo rodzice często nie wiedzieli, gdzie jedziemy, a my spędzaliśmy kilka godzin na rowerach kilkanaście kilometrów od domu. Szok i niedowierzanie! Fajnie było zapakować się w plecak i jechać z paczką na rowerach nad wodę bez starszyzny i ich ględzenia o powrocie do domu i wychodzeniu z wody. Sami nad wodą to też weźcie pod uwagę. Wszyscy żyją, jeśli chcecie o to zapytać.

 

7.Kulki z mlekiem przygotowywane przez Dziadka przed pójściem do szkoły

Pomyślałam, że dobrze będzie przytoczyć jakiś smak dzieciństwa. Pominę oranżady wyjadane palcem pod sklepem i inne tego typu wspomnienia, w których lubuje się internet. To, co ja pamiętam to smak czekoladowych kulek z mlekiem. To nie były zwykłe kulki to były kulki, które jadłam codziennie rano na śniadanie i były przygotowywane przez Dziadka, który rano przynosił świeżo udojone, nie raz jeszcze ciepłe, mleko od krowy. To był smak… Widzę, że moje dziecko również go podziela, bo coraz częściej życzy sobie takie danie na śniadanie.

 

8.Podpalanie świeczek patyczkami na cmentarzu i skrobanie wosku

O takich sprawach się nie mówi tak samo, jak o przypalonej kurtce na Wszystkich Świętych i robieniu syfu ze świeczki w kościele. Świeczkomaniactwo skądś się musiało wziąć w moim przypadku. Jeszcze, kiedy większość zniczy nie posiadała przykrywek, mała dziewczynka o słomkowych włoskach biegała po cmentarzu z patyczkiem w dłoni. To byłam ja i to ja dzierżyłam tę jakże ważną czynność podpalania świeczek w mojej rodzinie. Nie obeszło się to bez kilku wypadków, ale było warto. Jeśli chodzi o rzeźbienie w wosku świeczki, to jest tym bardziej zajmujące i przyjemniejsze im nudniejsza i długa staje się msza święta.

 

9.Powroty do domu kiedy już robiło się ciemno

Powrót do domu o zmierzchu lub wtedy kiedy było już całkiem ciemno, pokazywał Cię w oczach Twojej paczki za osobę cool i mającą lajtowych rodziców. Ci, którzy pierwsi wołani byli na kolację uznawani byli za cieniasów. Wracając o późnej godzinie do domu, czułam się taka dorosła. Najfajniej wspominam te ciepłe, wakacyjne wieczory.

 

10.Słuchanie radia do późnych godzin z siostrą

Jak już doszliśmy do godzin wieczornych i nocnych to moim ostatnim ulubionym wspomnieniem, są noce, które spędziłam razem z moją siostrą. Nie spałyśmy, a w tym czasie słuchałyśmy radia. Wtedy było takie radio, które nazywał się Radio Alfa i puszczało transmisję na żywo z klubu Energy 2000. Siedziałyśmy i nagrywałyśmy swoje ulubione kawałki na kasety magnetofonowe. Dwa przyciski naraz i jedziesz :D Raz zdarzyło nam się słuchać radia Maryja o północy i nie pytajcie co się wtedy działo…

To już wszystkie moje ulubione wspomnienia z dzieciństwa. Jest ich więcej, ale te są moimi najulubieńszymi. Dajcie znać, jakie są Wasze ulubione wspomnienia i powiedzcie czy to tylko ja byłam taka dziwna z tymi patyczkami na cmentarzu? ;)

 

 

  • Ja jako dziecko w ogóle bałam się ognia od zapałek, patyczków i odpalania zniczy trzymałam się daleko 🙂 Ale za to pod gotowaniem zupy z trawy, spacerami z wózkiem czy rowerowych wycieczkach nad wodę mogę się podpisać.

    • Gotowanie zupy z trawy było najlepsze 😉

  • Hihi, możliwe że widziałaś to pytanie u mnie? 😉 Gotowanie zupy z trawy – przypomniałaś mi o tym i uśmiechnęłam się pełną buzią. To dopiero był czad! Dla mnie takimi najfajniejszymi wspomnieniami są wakacje spędzane u rodziny w Bieszczadach. Panowała tam totalna beztroska! Ostatnio też przypomniałam sobie miesiąc pod namiotem i jeden z dni, kiedy to płynęliśmy rowerkiem wodnym, całym wyciapanym dżemem, którym mieliśmy przełożone andruty 😉

    • Bardzo możliwe, że widziałam to pytanie u Ciebie. I znowu gotowanie zupy z trawy, takie były z nas kuchareczki 😀

  • Zupa z trawy również była moją specjalnością. Lubiłam robić jeszcze zupę z gliny. 😀

    • Co to za pomysł i kogo tym chciałaś nakarmić? 😀

      • No nie mów, że Ci glina nie przypomina pomidorowej. Lalki lubiły 😛

  • Może jednak syn powinien być Ignacy 🙂
    Ja lubiłam wymieniać się karteczkami z segregatora i bawić się tamagochi, czy jak to się pisało 🙂

    • Karteczki też miałam, ale to chyba jak każda znająca trendy dziewczynka w tamtych latach 😀 Czemu Ignacy? 😉

  • Zupa z trawy? Najlepsze danie dzieciństwa, a jeśli łączyło się je z klopsikami z piasku to dopiero niebo w gębie 🙂 O! Ten wosk i zabawy nim i mnie są znane. Uwielbiałam to robić, więc możesz czuć się spokojna kochana 🙂 Nie jesteś jedyna!

    • Twój komentarz dał mi do myślenia na jutro. Nie wiem czy się opanuję 😀

  • Zupa z trawy! Ja miałam cały sklep! Pamiętam takie podłużne kwiatki, które były frytkami, a duże klonowe liście robiły za talerze lub worki! To były czasy 😉 Walutą były kamienie 😀

    • A widzisz to u nas walut,ą były liście. Z czarnego bzu były papierkowe a z akacji robiły za bilon 😀