The Secret Soap Store, Linia Time For Baltic – Maseczka do twarzy z bursztynem. [Recenzja]

Dzisiaj będziemy kontemplować nad losem maseczki z The Secret Soap Store (strasznie długa nazwa w temacie). Jest to mój pierwszy raz z firmą The Secret Soap Store jak do tej pory i nadal nie wiem co mam myśleć o tej maseczce.

Na początku nie polubiłyśmy się za bardzo, to chyba przez jej zapach ale o tym później.
I tak jak producent na swojej stronie pięknie ją OPISUJE, tak i ja uległam obietnicom wspaniałych właściwości. Maseczka ma za zadanie odżywić oraz zregenerować naszą skórę, czyli właśnie to, czego szukałam dla siebie na zimę.

Tubka z mazidłem jest spakowana w plastikowej tubce, która ma przypominać metalowe opakowanie z maści. Schowana była w kartoniku, który powleczony jest materiałem, który na pierwszy rzut oka przekazuje nam jasny komunikat – Ten kosmetyk jest ECO, BIO i w ogóle sama natura!”. Kartonik zatrzymałam i pięknie stoi na półeczce w łazience. Na prawdę mi się spodobał :) Opakowanie wielki plus!

the secret soap store maska

Konsystencja bardzo kremowa, ale nie taka, że zaschnie czy się wchłonie. To tak jakbyście nałożyły grubszą warstwę kremu do twarzy. Przez co ciężko się ją zmywa. Jest mega poślizg (jeśli wiecie, o co mi chodzi).

Wspominałam też o zapachu, który mi nie podszedł za pierwszym razem. Jak dla mnie maska śmierdzi właśnie Morzem Bałtyckim ;) Serio! Jakieś glony, jakaś taka zgnilizna. Ale da się wytrzymać. Myślę sobie, że BIO i EKO to śmierdzieć musi. Zresztą jak zadziała, to może sobie śmierdzieć, ile chce. Przynajmniej nikt z domowników nie będzie się do mnie zbliżał i będę miała chwilę dla siebie.

Czekałam i czekałam, ale niestety żadne fajerwerki się nie pojawiły. Ja jak to ja nie lubię odrzucać kosmetyków na podstawie pierwszego użycia i postanowiłam spróbować jeszcze raz za tydzień.

 

the secret soap store maska

Tym razem coś się zaczęło dziać, zapach niestety pozostał taki sam i nie zniknął pod wpływem machnięcia magicznej różdżki. Maska w reakcji z moją twarzą zaczęła się wchłaniać. Pomyślałam sobie, że może warto pić więcej wody i tak też zrobiłam.

Przy następnym użyciu sytuacja się powtórzyła, maska całkowicie się wchłonęła. Po 15 minutach ciężko było stwierdzić czy mam ją na twarzy. Skóra po jej użyciu jest ładnie nawilżona, jędrna, o jednolitym kolorycie.

Od tamtej pory polubiłyśmy się zapachu, ale działanie tak bardzo mnie cieszy, że przymykam oko na zapach wodorostów.

Dla zainteresowanych zdjęcie składu.

 

the secret soap store maska skład

Maska nie jest tania, bo kosztuje około 50 zł (49 zł na stronie producenta).

Maska dobrze robi mojej skórze twarzy, ale efekt jest widoczny tylko i wyłącznie tego samego dnia, no może jeszcze na drugi dzień i tyle. Ot zwykła maska, bez fajerwerków, która coś tam robi.

Moja ocena to 3 / 5.

Coś ostatnio nic nie może mi dogodzić ;)

 

  • patrycja | skleping mode: ON

    Jak opakowanie jest takie ładne i przemyślane, to od razu wydaje mi się, że producent chce nim nadrobić właściwości produktu. Wydaje mi się, że każda tego typu maseczka daje podobne efekty. Te z Rossmanna też dają radę 😛

    • No właśnie mi też tak się wydaje chociaż lubię nacieszyć oczy pięknym opakowaniem 😉

  • A ja szczerze uwielbiam całą serię Time for Baltic TSSS, wręcz zachwycam się zapachem bursztynu, glonów i wodorostów 😀 Ale ja mam dość specyficzny gust 😀 Co do skuteczności, to u mnie sprawdziła się już za pierwszym razem. Szkoda tylko, że była mało wydajna. Za to peeling z tej samej serii wystarczył mi aż na pół roku! 🙂

    • Kurcze gdzie Ty się tu zapuściłaś, do postu przedpotopowego. Niestety nie dane mi było dokończyć tej maseczki. Przeterminowała się a ja niestety nie mogłam zdzierżyć jej zapachu 😛

      • O nie, a ja ten zapach celebruję 😀
        Czytałam sobie właśnie opinie o kosmetykach TSSS z tej serii, bo szykuję na jutro recenzję o żelu do mycia twarzy i tak śledzę, czytam, a tu okazuje się, że właśnie dużo osób nie przepada za tym zapachem i myślę sobie co jest ze mną nie tak? 😀

        • Może właśnie zdiagnozowałaś nową, nieznaną chorobę 😛