Kiedy pierwszy raz zobaczyłam hasło serum z mikroigłami, pomyślałam dokładnie to, co pewnie część z Was: czy ja naprawdę mam dobrowolnie nałożyć na twarz kosmetyk, który będzie mnie kłuł? Brzmi trochę jak pielęgnacja dla osób o mocnych nerwach. A jednak mikroigły, nazywane też spikulami, coraz częściej pojawiają się w kosmetykach i materiałach o trendach pielęgnacyjnych.
Zaczęłam więc sprawdzać, co właściwie siedzi w takiej buteleczce, skąd bierze się mrowienie i czy mamy tu do czynienia z czymś sensownym, czy po prostu z bardzo zgrabną nazwą marketingową. Od razu uczciwie zaznaczę: nie będę udawała osobistego testu produktu, którego jeszcze nie używałam. To jest poradnik przed zakupem, oparty na składach, instrukcjach stosowania i dostępnych materiałach. Bez opowieści o cudzie po jednej nocy, bo takich cudów moja kosmetyczka jeszcze nie widziała.
W skrócie: serum ze spikulami może być ciekawym dodatkiem do pielęgnacji, ale nie jest jej podstawą i nie zastępuje zabiegu u kosmetologa. Jeśli skóra jest podrażniona, bardzo wrażliwa albo nie toleruje już prostego kremu, dokładanie jej mikroigieł nie jest najlepszym pomysłem.
Czym są mikroigły w kosmetykach?
Spokojnie, w serum nie pływają malutkie metalowe igły. Spikule to mikroskopijne, igiełkowate struktury pozyskiwane najczęściej z odpowiednio oczyszczonych gąbek. W składzie kosmetyku możecie znaleźć je pod nazwą Hydrolyzed Sponge. Podczas nakładania działają w najbardziej zewnętrznych warstwach skóry i mogą ułatwiać kontakt składników aktywnych z naskórkiem. Więcej o samym mechanizmie możecie przeczytać w poradniku o spikulach przygotowanym przez Rossmann.
Najważniejsze jest jednak to, czego nie widać w reklamowym haśle. Kosmetyk ze spikulami nie jest tym samym co mezoterapia mikroigłowa. W gabinecie skórę nakłuwa urządzenie o określonej długości igieł, a cały zabieg wymaga higieny, kwalifikacji i odpowiedniej pielęgnacji pozabiegowej. Serum działa powierzchniowo i nie powinno być przedstawiane jako zabieg zamknięty w butelce.

Czy serum z mikroigłami powinno szczypać?
Delikatne mrowienie lub kłucie po aplikacji może się pojawić i jest charakterystyczne dla tego typu formuł. Nie powinno jednak oznaczać bólu, mocnego pieczenia ani zaczerwienienia, które z każdą minutą robi się większe. Kosmetyk nie dostaje dodatkowych punktów za to, że trudno wytrzymać z nim na twarzy.
Jeżeli skóra zaczyna palić, puchnąć, swędzieć albo pojawia się wysypka, zmyłabym produkt i zrobiła przerwę. Przy utrzymujących się objawach najlepiej skonsultować się z dermatologiem. To szczególnie ważne, jeśli macie trądzik w aktywnej fazie, AZS, łuszczycę, skłonność do silnego rumienia albo naruszoną barierę skóry.
Przed pierwszą pełną aplikacją warto zrobić próbę tolerancji na niewielkim fragmencie skóry. Wiem, brzmi mało ekscytująco. Tyle że kilka minut ostrożności jest jednak przyjemniejsze niż tydzień ratowania podrażnionej twarzy.
Serum mikroigłowe z peptydami czy z retinolem?
W linii MICRONEEDLE Phlov znalazłam dwie wersje serum. I tu nie wybierałabym według zasady „mocniejsze musi być lepsze”, tylko według tego, co skóra już zna i dobrze toleruje.
Wersja z peptydami – spokojniejszy początek
Serum mikroigłowe z peptydami Phlov łączy spikule między innymi z peptydem Acetyl Hexapeptide-8, prebiotykiem oraz wąkrotą azjatycką. Moim zdaniem to logiczniejszy kierunek dla osoby, która dopiero poznaje tę formę pielęgnacji i bardziej zależy jej na wygładzeniu, nawilżeniu oraz wyglądzie drobnych linii niż na wprowadzaniu kolejnego retinoidu.
Wersja z retinolem – nie dla początkujących
Serum mikroigłowe z retinolem Phlov zawiera spikule, retinol, niacynamid i ceramidy. To już zestaw dla skóry, która zna retinol i nie reaguje na niego wielkim buntem. Nie nakładałabym tego samego wieczoru razem z osobnym retinolem, mocnym kwasem czy peelingiem. Skoro sam produkt jest aktywny, dokładanie mu towarzystwa na siłę nie ma sensu.
Retinoidów nie powinno się używać w ciąży. Takie zalecenie podaje między innymi American Academy of Dermatology. W czasie ciąży, karmienia piersią oraz leczenia dermatologicznego wybór każdego mocniejszego kosmetyku skonsultowałabym ze specjalistą.

Jak stosować serum z mikroigłami bez przesady?
Tu naprawdę warto przeczytać instrukcję konkretnego produktu, bo stężenia i schematy mogą się różnić. Phlov zaleca rozpoczęcie od jednej aplikacji tygodniowo, a częstotliwość zwiększać dopiero wtedy, gdy skóra dobrze to toleruje. Ja potraktowałabym to jako górną granicę planu, a nie wyścig do trzech użyć w tygodniu.
- Zrób próbę tolerancji. Nie testuj pierwszy raz kosmetyku dzień przed ważnym wyjściem.
- Wieczorem delikatnie oczyść twarz i dokładnie ją osusz. Jeśli zastanawiacie się, gdzie w rutynie umieścić serum, zajrzyjcie też do mojego przewodnika o kolejności pielęgnacji twarzy.
- Nałóż niewielką ilość. Omijaj okolice oczu, ust, skrzydełek nosa, ranki i świeżo rozdrapane niedoskonałości.
- Nie używaj rollera ani szczoteczki sonicznej. Nie ma potrzeby dodatkowo pocierać i drażnić skóry.
- Zamknij pielęgnację prostym kremem. Bez dokładania pięciu kolejnych aktywnych warstw.
- Następnego dnia pamiętaj o SPF. Szczególnie jeśli wybrałaś wersję z retinolem.
Producent pokazuje również peeling kwasowy jako element całej rutyny. Ja na początku nie wprowadzałabym wszystkiego naraz. Najpierw sprawdziłabym samo serum, a dopiero później zastanowiła się, czy skóra w ogóle potrzebuje dodatkowego złuszczania. Jeśli peeling ma się pojawić, nie stosowałabym go tego samego wieczoru.
Krem barierowy po serum – potrzebny czy kolejna rzecz do koszyka?
Po aktywnym serum prosty krem ma bardzo konkretne zadanie: ograniczyć uczucie suchości i pomóc skórze zachować komfort. Nie musi pochodzić z tej samej serii. Jeśli macie już łagodny, dobrze tolerowany krem bez drażniących dodatków, najpierw wykorzystałabym właśnie jego.
Jeżeli chcecie zostać przy jednej linii, krem barierowy Phlov zawiera ceramid NP, wąkrotę azjatycką, niacynamid oraz witaminy E i F. To zestaw składników pasujący do wieczoru z aktywną pielęgnacją. Trzeba tylko pamiętać, że nawet najlepszy krem nie naprawi rutyny, w której codziennie dokładamy skórze kolejny kwas, peeling i retinol.
Jeśli twarz już przed aplikacją jest ściągnięta, łuszczy się lub piecze po wodzie, najpierw postawiłabym na regenerację. O tym, jak nie komplikować pielęgnacji po trzydziestce, pisałam również we wpisie jak zadbać o skórę twarzy po 30.

Dla kogo serum z mikroigłami ma sens?
Widzę je jako opcję dla osób, które mają już prostą, działającą rutynę, regularnie stosują SPF i chcą popracować nad strukturą skóry, drobnymi liniami albo nierównym kolorytem. Warunek jest jeden: skóra musi być w dobrej kondycji, a nowość trzeba wprowadzać powoli.
Nie kupowałabym go natomiast tylko dlatego, że jest modne. Jeżeli brakuje Wam łagodnego produktu do mycia, kremu lub filtra, najpierw uzupełniłabym właśnie tę podstawę. Spikule są dodatkiem. Ciekawym, ale nadal dodatkiem.
Ostrożność zachowałabym przy bardzo wrażliwej i reaktywnej cerze, aktywnych stanach zapalnych, uszkodzonej barierze, świeżych zabiegach oraz chorobach skóry. W takich sytuacjach lepszą decyzją może być rozmowa z dermatologiem niż samodzielny eksperyment z internetowym hitem.
Najczęstsze pytania o serum z mikroigłami
Czy mikroigły zostają w skórze?
To nie są metalowe igły, które zostają w twarzy. Spikule działają powierzchniowo, ale uczucie delikatnego kłucia może utrzymywać się jeszcze po aplikacji. Nie próbujcie go „wyszorować” peelingiem. Jeśli pojawia się mocny ból albo reakcja nie mija, kosmetyk trzeba odstawić.
Czy serum mikroigłowe można stosować codziennie?
Na początku nie. Najbezpieczniej zacząć od jednego wieczoru w tygodniu i obserwować skórę. Częściej nie zawsze znaczy skuteczniej, za to bardzo łatwo może znaczyć „bardziej podrażniona”.
Czy można łączyć spikule z retinolem?
Na rynku są gotowe formuły łączące oba składniki. Nie dokładałabym jednak osobnego retinolu do serum ze spikulami, szczególnie podczas pierwszych tygodni. Jeśli wybieracie gotową wersję z retinolem, trzymajcie resztę wieczornej pielęgnacji możliwie prostą.
Czy im mocniej kłuje, tym lepiej działa?
Nie. Mocne pieczenie nie jest dowodem skuteczności. W aktualnych materiałach dermatologicznych dotyczących trendu spikuli również powtarza się zalecenie, by zaczynać ostrożnie i nie wybierać produktu wyłącznie według intensywności kłucia. Dobrym uzupełnieniem tematu jest rozmowa z ekspertami o stosowaniu spikuli.
Serum z mikroigłami – hit czy trik?
Powiem wprost: to nie jest wyłącznie pusta nazwa, bo spikule mają określony mechanizm działania i mogą być ciekawym nośnikiem składników aktywnych. Jednocześnie nie kupuję obietnicy zabiegu gabinetowego z butelki. Nadal mamy kosmetyk, nie mezoterapię.
Jeśli lubicie świadomą pielęgnację, macie zdrową barierę skóry i potraficie wprowadzać aktywne składniki bez pośpiechu, serum z mikroigłami może być warte sprawdzenia. Jeśli natomiast Wasza półka już ugina się od kwasów, retinolu i peelingów, być może najlepszym kosmetycznym odkryciem będzie na razie… wolny wieczór dla skóry.
Tekst ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji dermatologicznej. Przy chorobach skóry, leczeniu, ciąży lub karmieniu piersią sposób pielęgnacji warto omówić ze specjalistą.


Leave a Comment