Fotorelacja z wydarzenia “Najedzeni Fest – Piknik”.

W niedzielę 21 czerwca 2015 w Krakowie odbyło się, po raz kolejny, wydarzenie o zgrabnej nazwie: Najedzeni Fest”. Tym razem tematem przewodnim był piknik. Założeniem organizatorów festiwalu było to, aby poleniuchować w niedzielne popołudnie nad Wisłą a przy okazji nie umrzeć z głodu. Organizatorzy piszą tak:

Nazwa tej edycji, Piknik, zobowiązuje, dlatego też dla odwiedzających festiwal zostały przygotowane ekologiczne koszyki piknikowe z tektury. Będzie się można w nie zaopatrzyć na jednym ze stoisk. Przygotowałyśmy dwie wersje koszyka: wegetariańską z hummusem i drugą: z wędzonym pstrągiem. W koszyku znajdzie się też butelka wina, ekologiczne talerze, kubeczki i sztućce. Poręczne, niewielkie pudełko łapiesz do ręki, rozkładasz koc, zapraszasz przyjaciół i piknik gotowy.

źródło: 1

Jesteście ciekawi, jak było? Zapraszam do czytania, a pomiędzy tekstem uraczę Was zdjęciami przysmaków, jakich mogliśmy próbować na miejscu.

 

najedzeni fest krakow 2015

Alpino – Restauracja i catering.

najedzeni fest krakow 2015

Słodki warsztat.

 

Wyjeżdżając do Krakowa, zastanawiałam się, czy nie wziąć ze sobą parasola, bo pogoda była raczej nie pewna. Zastanawiałam się też, w którym miejscu zamierzają rozłożyć swoje stoiska. Na tego typu jedzeniowym wydarzeniu w tym miejscu byłam tylko raz i był to Zlot Foodtrucków i całe wydarzenie odbywało się pod chmurką.

Na miejscu okazało się, że wszyscy wystawcy zlokalizowani są w środku (na parterze w dawnych hotelu Forum) i wyglądało na to, że pogoda im niestraszna.

 

najedzeni fest krakow 2015

Les Beaux Macarons – Makaroniki francuskie.

najedzeni fest krakow 2015

Ottomańska pokusa.

 

Co do samych wystawców to byli poustawiani jeden koło drugiego i było ich naprawdę sporo. Na początku nie wiedziałam gdzie mam patrzeć i czego wąchać. Wszystkie barwy i zapachy pobudzały moje zmysły w sposób niesamowity. Nie muszę chyba wspominać tylko o zmysłach, bo chwilę potem zaburczało mi w brzuchu. No dobra, ale co można było zjeść. Były paszteciki, sushi, hummus, burgery, mięso grillowane, koreańskie zestawy, pity, babeczki, lody, oliwki, surowe torty, hun-dogi, tłoczone soki, wina i jeszcze wiele innych, których nazwy nie pamiętam, ale wszystko wyglądało smakowicie.

 

najedzeni fest krakow 2015

najedzeni fest krakow 2015

Fatayer.

 

W większości stoiska oferowały darmową degustację. Można było podejść i skosztować chlebka lub kawałek ciacha. Jest to nieco zwodnicze, bo jeśli Ci zasmakuje, to jesteś w stanie wykupić całe stoisko. Ja skusiłam się tradycyjnie na burgera. Kupowałam go na stoisku Red Beef Burger. O ile mięso mi smakowało, to całość jakoś nie powaliła mnie na kolana. Zbyt wielu dodatków nie miałam, a rzadki sos wyciekał mi dołem. Niestety słabo to wypadło na tle pozostałych wystawców.

najedzeni fest krakow 2015

Tłocznia Chocznia.

najedzeni fest krakow 2015

Pstrąg Ojcowski.

 

Po dość dużym pierwszym posiłku postanowiłyśmy, zrobić sobie przerwę na kawę. Tak – My, bo wybrałam się tam z wielbicielką jedzenia wszelkiego rodzaju, Anetą z bloga Hey-Ho. Po kawie musiał przyjść czas na ciacho. Najpierw w oko wpadły mi słodkie babeczki lub lody, ewentualnie coś czekoladowego, ale Aneta namówiła mnie do spróbowania ciasta, które nie było pieczone. Jak oni to robią? Nie mam zielonego pojęcia, ale bardzo mi zasmakowało. Poniżej na zdjęciach możecie zobaczyć, jak pięknie wyglądały ich wyroby. A jak pachniały!

najedzeni fest krakow 2015

Słodkie vege.

najedzeni fest krakow 2015

Słodkie vege.

 

Po wielkim obżarstwie postanowiłyśmy wyłożyć nasze stare kości na leżaczkach i poczilować chwilę przed następnym napadem na stoiska 😉 Akurat wyszło słońce więc super!

najedzeni fest krakow 2015

Serowarnia “Magdalenka”

najedzeni fest krakow 2015

Serowarnia “Magdalenka”

najedzeni fest krakow 2015

najedzeni fest krakow 2015

Oliwki etc

najedzeni fest krakow 2015

I love green.

 

Od niektórych produktów nie mogłam oderwać wzroku, tak wyglądały pięknie. To, co jedynie nie bardzo wyszło według mnie to pogoda i cała otoczka pikniku, który miał się odbyć na kocykach i z koszyczkami w dłoniach. Co prawda nie ma tego złego i każdy gdzieś tam przycupnął i nikt nie narzekał. Niestety niedane mi było dotrzeć do obiecywanych ekologicznych tekturowych koszyczków i nie wiedziałam ich nigdzie.

 

najedzeni fest krakow 2015

najedzeni fest krakow 2015

 

Na miejscu można było również kupić takie codzienne rzeczy jak chleb czy truskawki. Jak możecie się domyślać wszystkie te produkty były eko, bio i co tam jeszcze.

Po południu na festiwalu pojawił się mój mały pożeracz. Tradycją już stało się kupowanie frytek i tym razem padło na frytki belgijskie.

najedzeni fest krakow 2015

Frytki belgijskie z BratWurst.

 

Zwróćcie uwagę na pomysłową kieszonkę do sosu 😉

najedzeni fest krakow 2015

 

To ile ludzi przewinęło się podczas tych kilku godzin, które spędziłam na festiwalu, to jest nie do ogarnięcia. Więcej takich imprez w Krakowie! :)

Byliście kiedyś na Najedzeni Fest? Dajcie znać czy lubicie takie jedzeniowe wydarzenia i czy w innych miastach też się pojawiają?

 

 

  • anetteheyho

    Najlepsze niedziele spędza się jedząc pyszności <3

  • Uwielbiam takie eventy…. 🙂 Zwłaszcza takie oferujące kuchnię wegańską, bo jestem nią ostatnio zafascynowana. 🙂 Tyle pyszności musiałabym zjeść chyba wszystkiego po trochu! 😀 Zwłaszcza kuszą te wegańskie słodkości… a te frytki belgijskie z osobnym pojemniczkiem na sos to pomysł genialny! Nienawidzę polanych sosem frytek od których automatycznie stają się rozmiękłe…

    • Nie jestem wielką fanką wegańskich specjałów bo jestem bardziej mięsożercą ale spróbować czegoś nowego nigdy nie zaszkodzi 😉

  • Nigdy nie byłam na tej imprezce, ale bardzo bym ja chciała zaliczyć, co za pyszności! Normalnie zjadłabym wszystko zaczynając od pstrąga, a kończąc na makaronikach:).

    • Za każdym razem odkrywam coś nowego będąc na takich wydarzeniach. Można powiedzieć, że są edukacyjne jakby nie było 😉

  • Iza

    Zdjęcia są zabójcze dla moich postanowień dietetycznych. 😉 Przed chwilą pooglądałam różne filmiki fitness (zaliczyłam dzienną dawkę 30 min ćwiczeń) 😉 i spokojnie mogę iść w stronę lodówki. Nie mam za grosz silnej woli :/ U nas w miniony weekend były trzydniowe targi bio, ale nie było tak ładnie i apetycznie jak w Krakowie. Nie ta skala. :/

    • Mam to samo. Mój słomiany zapał to jedna z moich najgorszych wad. Walczę z nią jak mogę. Myślę, że takie wydarzenia pokazują również to, że można jeść zdrowo i smacznie 🙂

  • Anna Byczek

    O nie, zgłodniałam.